trochę sportu, więcej prywaty
RSS
piątek, 12 sierpnia 2016
Pregirlfriend

Lech XVI, czyli w tym sezonie dno tabeli osiągnęliśmy zaledwie po trzech kolejkach LOTTO Ekstraklasy. Dobrze, że przeszliśmy bez wpadki pierwszą rundę Pucharu Polski. Nie wiem jednak, czy w lidze szybko będzie lepiej. Byłam już na dwóch meczach na żywo i mam szansę za dwa tygodnie być na kolejnym, ale nie wiem też, czy w tej dyspozycji chcę patrzeć na grę podopiecznych (jeszcze) trenera Urbana.

W weekend rusza BPL! Zaciesz! ^_^ United pod wodzą nowego trenera z takimi transferami, jakich nie widziałam, odkąd im kibicuję. Wielkie nazwiska i jeszcze większe pieniądze. Ciekawe, czy będą grać.

Trwają XXXI Letnie Igrzyska Olimpijskie. Nie śledzę Rio jakoś przesadnie, ale dziś ruszają konkurencje lekkoatletyczne, więc zaczną się trochę inne emocje.

Zaniedbałam reading list. I to mocno :-/ A jeśli nie wybiorę się już w żadne góry, to jedynym osiągniętym szczytem w tym roku będzie szczyt ekstrawagancji – zrobiłam sobie manicure hybrydowy na ślub koleżanki. Ja. Niemalująca paznokci u rąk praktycznie w ogóle.

Dziś noc perseidów. Kumulacja deszczu meteorów przypadała podobno na wczoraj. Dlatego też z niejakim T. oraz znanym już wszystkim M. udaliśmy się na cmentarz położony na obrzeżach miasta, aby wśród ciemnych alejek między grobami skryć się od świateł miasta i móc w ciszy i spokoju podziwiać zjawisko spadających gwiazd. Miejscówkę, muszę przyznać, mieliśmy naprawdę rewelacyjną. Gwiazd naliczyliśmy może z kilkanaście, bo niebo momentami było mocno zachmurzone, ale niektóre były takie, że zapierało dech w piersiach. Było warto ^_^

czwartek, 14 lipca 2016
Chodzą za mną gofry ;-)

W lipcu miała być wpłata na schronisko dla zwierząt, ale szef przysłał linka do Się Pomaga i historia Gosi walczącej z rakiem, która wyjechała na kosztowne leczenie do Hiszpanii sprawiła, że 15 zł poszło mamę kilkumiesięcznej córeczki.

EURO, EURO i po mistrzostwach. Turniej we Francji wygrała Portugalia, czyli jak łatwo się domyślić, przegraliśmy z nimi bój o półfinał. Ale po odpadnięciu Polaków nie było fali hejtu i jadu, a wręcz przeciwnie – to była reprezentacja, którą chciało się oglądać, którą wspierał cały naród i z której możemy być dumni (w końcu przegraliśmy tylko z obecnymi Mistrzami Europy ;o) ).

W zeszłą środę rozpoczęły się inne Mistrzostwa Europy – w lekkoatletyce. Do Amsterdamu pojechało 70 polskich reprezentantów i podobnie jak przed dwoma laty w Zurychu, zdobyliśmy aż 12 medali. Te mistrzostwa były jednak historyczne, gdyż Polacy wygrali klasyfikację medalową, wyprzedzając między innymi takie potęgi jak Wielka Brytania czy Rosja. To naprawdę dobry prognostyk przed Rio.

Dzieję się w sporcie, oj dzieje. Nie ze wszystkim nadążam. Trwa Final Six Ligi Światowej w Krakowie, o starcie Ekstraklasy już pisałam. Rozgrywane są mecze w rundach kwalifikacyjnych do LM i LE. Za chwilę Rio i BPL. Czasami żałuję, że nie mam telewizora i dostępu do kanałów sportowych. Wówczas laptop służyłby mi tylko jako źródło dodatkowej transmisji w przypadku nakładających się meczów czy innych wydarzeń sportowych ;o)

Za chwilę też zaczynam krótki urlop. Nie będzie on raczej jakoś mega ciekawy czy spektakularny. Ale może zdołam trochę odpocząć i opalić się w tych Dudkach ;o)

środa, 29 czerwca 2016
Zapach deszczu

Postanowienie charytatywne na czerwiec zrealizowane w poniedziałek. „Ogniem i mieczem” leży (z zakładką na setnej stronie) i czeka (na koniec lata chyba – łatwiej będzie trzymać w mokrych łapkach książkę w tramwaju).

Malta zrobiła  na mnie pozytywne wrażenie. Na tyle dobre, że chciałabym tam wrócić. Ale to może jak zacznę więcej zarabiać, żeby móc się zakwaterować w czymś lepszym niż obskurny 2-gwiazdkowy hotel z widokiem na ścianę sąsiedniego budynku :-P W mieście, które mnie zachwyciło, piękna pogoda pozwoliła mi na zrobienie kilku naprawdę fajnych ujęć. Mimo iż korzystaliśmy tylko ze smartfonów, jest kilka zdjęć, które wywołują miłe wspomnienia i uśmiech na twarzy ^_^

Żyję EURO i nie mam czasu na nic, bo w międzyczasie jacyś goście, jakiś kawalerski, jakiś panieński. Wciągnęłam się też w serial i każdą wolną chwilę spędzam, oglądając odcinek lub mecz na przemian (ale życie, co? ;-P ). Polacy miło zaskoczyli i jutro grają z Portugalią o półfinał ME (sic!). Trzymam kciuki!

Za dwa tygodnie wraca Ekstraklasa. Lech na początek rozgrywek przyjeżdża do Wrocławia i bardzo mnie to cieszy, nawet jeśli na stadion wybiorę się sama (M. będzie wojażował ze swoją żoną (!) po Indonezji :-D ) Zobaczyć swoich ulubieńców od razu na otwarcie sezonu, i to po delikatnej przebudowie zespołu i kosmetycznych zmianach w składzie, może być jednym z fajniejszych przeżyć lipca :o) I hope!

Nie lubię zapachu, jaki unosi się po deszczu w ciepły dzień z parującego asfaltu. I nie lubię słowa „czekadełko”.  Over and out!

poniedziałek, 06 czerwca 2016
Where the Sky Hangs

2016-05-30

Mama kazała mi umyć okna oraz zacząć chodzić pieszo do pracy. Deska klozetowa wypadła z mocowania. Przeżyłam pierwszy pełny miesiąc bez korepetycji i dostrzegam, że będę musiała zacząć sobie odmawiać rzeczy, których do tej pory nie musiałam sobie odmawiać.

2016-06-06

Umyłam okna. Część drogi z/do pracy pokonuję na nogach. Form time to time ;o) To już coś. Kupiłam i wymieniłam (samodzielnie) deskę do WC! Z tym odmawianiem to będzie ciężko… :-/ Kawa na mieście, nowa torebka, wypad na festiwal, sushi. Ech… :-(

***

W piątek zaczął się Copa America Centenario. Turniej odbywa się w USA, więc mecze są w środku nocy. Nastawiłam sobie budzik na 4 z soboty na niedzielę i na 2 z niedzieli na poniedziałek, ale z całym szacunkiem do mojej największej miłości i najdłużej trwającego związku, w tygodniu nie dam rady.

Za to w piątek rusza EURO!

Coś optymistycznego. We are born in 1 day. We die in 1 day. We can change in 1 day. And we can fall in love in 1 day. Anything can happen in just 1 day.

wtorek, 24 maja 2016
Money on my mind

Mam do napisania trzy ważne rzeczy. Po pierwsze, wczoraj ze stanowiska trenera zwolniono Louisa van Gaala*. Rumour has it, że na jego miejsce szykowany jest Jose Mourinho. Szkoda.

Po drugie, 6 czerwca ruszają pierwsze loty z lotniska w Szymanach do Wrocławia! Bilety w cenie od 99 zł, czas przelotu 1 h 20 min. Łącznie z dojazdem na lotnisko (40 min autobusem 106 + 1 h OLN-Szymany + 20 min z dworca do domu) czas podróży skraca się o niemal połowę (w zależności od kierunku trasy PKP – po zmianie rozkładu jazdy w czerwcu do Olsztyna będę jechać 6 h 30 min, z powrotem 7 h). Cena podróży wzrasta również o połowę (z 30 % rabatem bilet PKP w 2. klasie to 49 zł). Zrobiłam rezerwację na 8 lipca. Polecę do domu na organizowany następnego dnia wieczór panieński koleżanki bez konieczności brania urlopu w piątek. Czy spodoba mi się 37-osobowy SprintAir? Czy będzie mi się kalkulować latanie samolotem? We will see.

Po trzecie, w sobotę zawieźliśmy do Psar odzież, torebki, buty, zabawki, chemię gospodarczą i trochę produktów spożywczych, o których wiemy, że trafią do ubogiej samotnej matki z dzieckiem z miejscowości Machnice. Taki plan awaryjny wypracowałam z kolegą z pracy, a zrealizowałam przy pomocy z M., który robił za kierowcę. Pani Wanda, której przekazaliśmy dary, podzieliła się z nami historiami z Caritasu, które tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto trafiać z pomocą pod konkretny dach (szczególnie taki nieocieplony… )

Mam też czwartą rzecz. Nieważną. Jestem głupia.

* Zdobyliśmy Puchar Anglii. Rooney po raz pierwszy w karierze :o)

czwartek, 12 maja 2016
Placeholder

W poniedziałek Manchester United rozgrywał zaległy mecz z West Hamem. Wygrana w tym spotkaniu mogła – po niedzielnym remisie City z Arsenalem – dać nam awans na 4. miejsce w tabeli i zapewnić drużynie grę w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie. Przegraliśmy 3:2. United drugi sezon nie rozpieszcza swoich kibiców. Oprócz transferów przydałaby się zmiana trenera lub przynajmniej jego bliżej nieokreślonej strategii prowadzenia zespołu. Tego sezonu nie należy jeszcze spisywać na straty, bo 21 maja mamy szansę wywalczyć Puchar Anglii. W finale na Wembley spotkamy się z Crystal Palace. Ciekawe, czy wrócimy z tarczą czy na tarczy?

Wczoraj natomiast została rozegrana przedostatnia kolejka Ekstraklasy. Grałam na wyjeździe z Zagłębiem. Nawet niespecjalnie przejęłam się tym, że znów przegraliśmy i nie strzeliliśmy żadnej bramki. Bo z kolei w przypadku Kolejorza ten sezon został już spisany na straty. Tu przebudowa – i to gruntowna! – jest absolutnie konieczna. W składzie mistrza Polski po zakończeniu rundy zostanie raptem kilkoro zawodników z pierwszej jedenastki. Zarząd poznańskiej lokomotywy ma węża w kieszeni i nie kupi latem piłkarzy z górnej półki, bo nigdy czegoś takiego nie praktykował, ale bez transferów się nie obejdzie. Tylko kim tym razem załatamy dziury? Wolnymi transferami z drugiej ligi mołdawskiej? Młodzieżą, która będzie potrzebowała pewnie całej rundy jesiennej, żeby się zgrać z resztą i obyć z ligą? Czy weteranami ligi polskiej, którzy podobno wnoszą cenne doświadczenie do zespołu? Boże, daj mi cierpliwość…

Również wczoraj dowiedziałam się, że w moim organizmie jest bakteria, która mogła przez ostatnie kilka (kilkanaście?) ładnych miesięcy powodować nawracające infekcje górnych dróg oddechowych. Chlamydia pneumoniae będzie kosztować mnie jakieś 165 zł w krótkim rozrachunku, ale jest szansa, że po wyleczeniu na dłuższy okres przestanę borykać się bólami gardła ^_^

A już za chwileczkę, już za momencik…

Gozo-Comino

Odliczam dni do pierwszego krótkiego wyjazdu wakacyjnego, z którym (niestety) wiążę ogromne nadzieje na co najmniej kilku płaszczyznach… Ech, wiem, że lepiej nie mieć oczekiwań i zostać miło zaskoczonym, ale zaczęła się wiosna i mój odwieczny (zdawać by się mogło) problem z nadpotliwością wrócił jak bumerang, a śródziemnomorski piasek to jednak nie to samo co ten nadbałtycki ;o)

Z innej beczki. Pamiętam, że jak byłyśmy małe, ja i siostra walczyłyśmy o „białe ogórki” ze słoików z kiszonymi ogórkami, które robiła mama. Tak nazywałyśmy ząbki czosnku ;p Jak w słoiku były dwa lub więcej, to spoko, ale jak do kiszonki został wrzucony tylko jeden, musiałyśmy losować, która z nas go schrupie ;o) Przypomniało mi się to akurat dziś, gdy zgarnęłam jeden jedyny ukiszony ząbek z maminych ogórków i miałam go tylko dla siebie :o)

Tytułowy ‘placeholder’, zasłyszany w serialu ‘Hart of Dixie’ przydał mi się w argumentacji z przedstawicielem płci przeciwnej na temat pewnej znajomości, a do nowych słówek/sformułowań dopisuję ‘rain check’ – „Doktor Hart” nie jest taki zły ;-)

czwartek, 05 maja 2016
Bluebell Cottage Gardens

Tabliczka z takim napisem mignęła mi przed oczami na trasie Liverpool South Parkway – Winsford, którą zamiast w 20 minut pociągiem pokonałam w sobotę w godzinę i 10 minut autokarem. 30 kwietnia nie kursowały regularne połączenia do Crewe, więc moja podróż miała niespodziankę.

Buzia sama mi się uśmiechnęła na widok tabliczki, gdyż w zeszłym tygodniu wróciłam do oglądania serialu, którego akcja dzieje się w amerykańskim miasteczku o wdzięcznej nazwie Bluebell :o) Wspominam o tym, bo w odcinku, który obejrzałam wczoraj tytułowa bohaterka tłumaczy nastolatce, że nawet 30-letnia kobieta przechodzi problemy sercowe jak 15-latka – z wiekiem nic się nie zmienia. Rozterki, zawody miłosne, rozczarowania, dylematy – wszystko to przeżywamy tak samo mocno (głęboko/głupio – niepotrzebne skreślić ;-] ).

Nie udało się z biletami na mecz. Manchester United zremisował z Leicester 1:1, a następnego dnia Chelsea remisując z Tottenhamem, zapewniła „Lisom” pierwszy w historii tytuł mistrza Anglii.

Lech przegrał mecz o Puchar Polski. O minimalnych szansach na awans na czwarte miejsce w tabeli, nawet przy wgraniu trzech ostatnich meczów tego sezonu już nawet nie będę pisać, bo nie wszystko leży w rękach Kolejorza.

I jeszcze jeden zonk. Na szczęście mały. W domu samotnej matki, do którego chciałam się udać z rzeczami w tym miesiącu (zbliża się Dzień Matki – cele charytatywne miałam podporządkowane „okolicznościowo” ;p ) nie przyjmują w tej chwili odzieży i zabawek, bo nie mają ich gdzie trzymać. Szyję właśnie plan awaryjny, bo może w takim razie lepiej skierować pomoc do jednej konkretnej potrzebującej rodziny. Zobaczymy, co wymyślę.

piątek, 29 kwietnia 2016
Indecision

Zamówiłam oprawki i szła przez Internet. Skorzystałam przy tym z programu cashbackowego. Nowe okulary przyszły wczoraj. Noszę je i się przyzwyczajam. Dopiero po jakimś czasie ocenię, czy nie dokonam zwrotu zakupu, nie wysyłam więc starych na akcję zbiórki okularów dla Afryki. Not yet. Dokonałam zatem kolejnej roszady w postanowieniach charytatywnych i przerzuciłam cel z czerwca na kwiecień. Zarejestrowałam się dziś jako „pomagacz” na stronie Się Pomaga (www.siepomaga.pl) i wspomogłam zbiórkę pieniędzy na operację serca 7-letniego Emila z Krakowa. Kwota symboliczna, ale chyba liczy się gest oraz ogromne prawdopodobieństwo, że jeszcze tu kiedyś wrócę i jeszcze komuś pomogę. Fajne samopoczucie :o)

Skończyłam ‘Hunting and Gathering’, zaczęłam „Ogniem i mieczem”. Fiu, fiu, fiu ;o) Ale do samolotu lektury nie biorę – za duża bukwa ;p

Lech tylko zremisował wczoraj z Lechią Gdańsk i postanowiłam odwołać rezerwację przejazdu do Krakowa na ósmego maja – może zachowanie mało wspierające klub, ale będzie więcej zachodu z zakupem biletu na spotkanie z Cracovią i złości z oglądania bezradnej w polu karnym przeciwnika ukochanej drużyny, niż przyjemności z oglądania tego meczu przyjaźni. A w maju każde oszczędności się przydadzą, bo skończyłam prowadzenie korepetycji z moimi uczniami, a wydatków wcale nie ubywa :-/

Dygresja. Oglądam teledysk do piosenki Shury ‘Indecision’. Wagon pociągu, krajobraz za oknem, przedmieścia, myślę sobie Manchester. Sprawdzam wokalistę w Internecie – kraj pochodzenia: Anglia, miejsce urodzenia: Manchester. Bang! ^_^ Może jeszcze się uda z tymi biletami na Leicester…

środa, 27 kwietnia 2016
Pattern

„Staraj się nie czuć” to kolejna piosenka z albumu Ani, którą wrzuciłabym na tytuł notki, bo jej słowa niemal idealnie wpasowują się w myślenie niepewnej siebie i niewiedzącej, czego chce dziewczyny, która woli nie ryzykować zaangażowania emocjonalnego, żeby później nie cierpieć, niż dać się ponieść emocjom i zobaczyć, co przyniesie przyszłość, gdyby nie fakt, że właśnie zamierzam napisać, że znów się zakochałam xD

Charles Joseph Jonh „Joe” Hart zawładnął moim serduszkiem, jak kiedyś Nick Carter z Backstreet Boys śmiejący się do nastolatek z plakatów w Bravo Girl. Hart jest bramkarzem Manchesteru City, więc nie powinnam mu kibicować, ale cóż mogę poradzić – serce nie sługa ;-P

A tak na (pseudo)poważnie, jakiś czas temu zauważyłam pewną prawidłowość w moim odczuwaniu platonicznej miłości do gwiazd estrady. Podobają mi się blondyni! Szczupli, dobrze zbudowani, słodko wyglądający panowie o włosach koloru pszenicy. Wilson Bethel, Liam Hemsworth, Hayden Christensen i pewnie jeszcze kilku by się znalazło ;o)

Już za chwilkę, za chwileczkę zaczynamy majóweczkę. Ale ponieważ w tym roku pogoda nas nie rozpieszcza, to nie ma się na co cieszyć. A mój wyjazd weekendowy prawdopodobnie będzie pozbawiony atrakcji, na którą nastawiałam się od momentu nabycia biletów lotniczych, więc już w ogóle buu! :o(

I Lech też buu. Przegrał w sobotę z Pogonią, a ja ze złości i bezsilności, leżąc pod kocem na sofie w salonie ze stanem podgorączkowym, aż się popłakałam.

środa, 20 kwietnia 2016
Gdy nic nie muszę

Pisałam 12 kwietnia, że Lech ma już tylko iluzoryczne szanse na obronę tytułu. Na konferencji przed meczem z Piastem trener Urban jasno powiedział, że teraz celem drużyny jest gra w europejskich pucharach. Jeśli jednak będziemy grać takim „rasowym” napastnikiem, jakim okazuje się być Bille Nielsen, to ja nam nie wróżę ani miejsca w trójce, ani powodzenia w eliminacjach latem :-/ Serio. Tyle ile się wczoraj naklęłam, to nie wiem, czy pierwszy lepszy szewc ma tak bogaty język roboczy :-/ Lech – Piast 2:2 (dobrze, że chociaż Legia też zremisowała).

Ale dobrze, że jest piłka nożna. W momentach gdy dopada mnie słabość, chandra, bezradność, emocje, które towarzyszą śledzeniu spotkań polskiej ligi, Premier League czy Ligi Mistrzów ratują mnie od zalewania się łzami. Bo nawet jeśli pasmo dobrych zdarzeń, momentów szczęścia i pozytywnych niespodzianek nadal mnie nie opuszcza (jakby ktoś zapytał, co u mnie słychać, odpowiedziałabym „U mnie po staremu, czyli same nowości.”), to zdarzają się chwile czy dni, kiedy smutek i złość biorą górę.

Skończyłam ‘My Side’ (jakoś w zeszłym tygodniu) i sięgnęłam po książkę numer 9. ‘Hunting and gathering’ zaczęłam nawet czytać po raz trzeci już w zeszłym roku, a teraz podjęłam lekturę w miejscu, w którym skończyłam (strona 25). Podróż do domu i z powrotem skończyła się przeczytaniem 250 kolejnych stron i teraz w zasadzie jest bliżej końca niż dalej. To oznacza, że za chwilę sięgnę po pierwsze pozycje polskojęzyczne. A powieść Anny Gavaldy pochłaniam. Jak zwykle. Znów. I just love it

Jest już 20. dzień miesiąca. Pomyślałam, że zrobię podsumowanie I kwartału tego roku, jeśli chodzi o postanowienia. Podzieliłam je na trzy kategorie. Prywatne, charytatywne i czytelnicze. Z tych pierwszych na razie bardzo powoli ;-)

- pojadę na więcej meczów Lecha Poznań niż w latach poprzednich (nie chodzi o sumę wyjazdów w 2015 i 2014, tylko liczbę na jeden pełny rok) – w 2016 jak na razie był tylko wyjazd walentynkowy :-/

- zgromadzę środki na kolejne prawdziwe wakacje (i się opalę! ;-D ) – no nie wiem, nie wiem... Pojawiła się możliwość spędzenia tygodnia nad jeziorem na Mazurach w pierwszym tygodniu sierpnia, co oznacza, że pewnie skrócę swój urlop wrześniowy. A ile na niego uzbieram, to jedna wielka niewiadoma, bo dwa lipcowe śluby pochłoną spokojnie ponad 1000 zł :-/ Możemy uznać, że prawdziwe wakacje i opalenizna wydarzą się w czerwcu na Malcie? ;>

- zdobędę jakiś szczyt (może być chamstwa lub arogancji ;-] ) – w założeniu miałam na myśli jakąś górę, na którą jeszcze nie weszłam, ale ponieważ 27 maja wybieram się na Wielką Sowę (po raz trzeci), więc zawsze to coś ;-) Pozostaje jeszcze sens metaforyczny tego postanowienia ;-P

- nauczę się czegoś nowego (jest tyle sportów zimowych ;p ) – a liczą się nowe formuły w Excelu? ;> xD

- upiekę ciasto z kremem (przecież lubię ciasta z kremem! :-] ) – spokojnie, tu potrzebna jest specjalna okazja ;o)

- ograniczę chipsy do jednego meczu w miesiącu (dla zdrowotności ;o) ) – no nie jest wzorowo, ale nie kupuję chipsów w ogóle. Jeśli jem, to dlatego, że ktoś mnie częstuje i jest to maks. dwa razy w miesiącu.

Charytatywnie odhaczam styczeń, luty i zmieniony marzec (rozliczony PIT). Nawet jeśli uda mi się wybrać i zakupić okulary w kwietniu, mogę nie zdążyć nadać starych oprawek, bo nie wiem, jak długo będę czekać na nowe szkła. Ale spokojnie. Na co dzień staram się robić coś dobrego, bo jak powtarza M. ‘who shares wins’ ^_^

Jeśli chodzi o 2016 reading list challenge, to tu chyba idzie mi najlepiej :-]

(1) a book you can finish in a day

(2) a book you’ve been meaning to read þ

(3) a book recommended to you by your local librarian or bookseller

(4) a book chosen for you by your BMF þ

(5) a book published before you were born

(6) a book you previously abandoned þ

(7) a book you own but have never read þ

(8) a book that intimidates you þ

(9) a book you've already read at least once – in progress

Tytuł notki – kolejna piosenka z albumu Ani – jest cudowna ^_^

Tagi: pozytywnie
11:10, yokochoco
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22