trochę sportu, więcej prywaty
RSS
poniedziałek, 27 lutego 2017
Spełnienia najskrytszych marzeń

Najskrytsze marzenia to takie ogromne życzenia, których nie wypowiadamy na głos, żeby nie zapeszyć? Takie duże, drogie, pracochłonne, czasochłonne, zależne od łutu szczęścia, które ciężko spełnić? Czy takie malutkie, o których nie pamiętamy, że tkwią gdzieś w naszej głowie? Są tak małe, że giną w ogromie myśli, zmartwień, obowiązków szarej rzeczywistości czy codziennych przyjemności. „Najskrytsze”, bo tak głęboko schowane. A może tu nie chodzi o rozmiar, a o tę niejawność właśnie. „Skryty” to utrzymywany w tajemnicy.

Życzono mi wczoraj spełnienia najskrytszych marzeń i nie wiem, co o tym myśleć… Nie wiem, o czym marzyć…

Dziś chciałabym jednak zamarzyć coś dla innych. Bo życie czasami daje w kość. Wiadomo. Jak nie mi, to innym. I jak innym, to ja w takich momentach jestem zła, że nie mi. Szczególnie gdy u mnie jest ok, gdy nie dzieje się nic złego, gdy mogę się cieszyć tym, co mam. Czemu inni nie mogą? Czemu nie mogę się podzielić? A co gorsza, czemu nie jestem w stanie pomóc?

Na szczęście życie jest sprawiedliwie i zgodnie z poniższym cytatem, mnie też coś w końcu zasmuci albo sprawi mi ból i będzie fair.

'Life is amazing. And then it's awful. And then it's amazing again. And in between the amazing and awful it's ordinary and mundane and routine. Breathe in the amazing, hold on through the awful, and relax and exhale during the ordinary. That's just living heartbreaking, soul-healing, amazing, awful, ordinary life. And it's breathtakingly beautiful.' [L.R. Knost]

środa, 15 lutego 2017
#walentynki

Od kilku ładnych lat, chociaż powinnam raczej obchodzić dziś Dzień Singla, moje walentynki są niesamowicie pozytywne ^_^ Zazwyczaj dzieje się tak za sprawą wspaniałych ludzi, którzy mnie otaczają, ale niemałą w nich rolę odgrywam ja sama. Dzień zakochanych to dla mnie świetne święto, warte obchodzenia na różnych płaszczyznach i zawsze z pozytywnym nastawieniem ^_^

Napisałam na prywatnym fanpejdżu, że każdy z nas kocha. Czy to członków rodziny, czy swoje drugie połówki, zwierzaki domowe, dobre jedzenie i picie – zawsze ktoś lub coś się znajdzie ;o)

Wczoraj na super dzień złożyło się kilka rzeczy. Od banalnych, jak dojście dwóch paczek kurierskich, bo część lub całość ich zawartości sprawiła mi radość, przez niecodzienne, jak kawa, ciacho i owocowy koktajl w kawiarni w IKEI, po niespodziewane prezenty od najlepszego kolegi i zaplanowane, udane zakupy ;o)

Gdybym wrzucała wpis na Facebooka, miałby taką postać:

#LuksjaChocoOrange #BrazilianBriefs #zakopiańskieskarpetki #Nutella #IKEA #JANSJÖLampaLED

#happy

Tagi: pozytywnie
12:29, yokochoco
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 lutego 2017
Trumf, trumf, Misia Bela

Przeczytałam pierwszą książkę w tym roku (‘The History of Love’) i jakoś nie mogę się zebrać w sobie, żeby rozpocząć czytanie następnej. Myślę, że może w tym pomóc zakup lampki do czytania, którą postawię na komodzie w sypialni i która zapewni mi odpowiednie światło w późnych godzinach wieczornych. Taki jest plan na prezent urodzinowy. IKEA, here I come ^_^

Nie udało mi się oddać krwi, gdy wybrałam się po raz pierwszy do stacji krwiodawstwa we Wrocławiu. Miałam za niski poziom hemoglobiny. Zamiast tego charytatywnego czynu postanowiłam w lutym dołączyć do akcji wysyłki książek do biblioteki w Cieszynie. Biblioteka Miejska częściowo spłonęła w nocy z 29 na 30 stycznia i trwa proces odtwarzania księgozbioru. Można się do niego przyłączyć. Tak też zamierzam uczynić. Uszczupliłam już swój regał o niemal 10 pozycji ^_^

Do postanowień noworocznych zapomniałam dopisać „ułożyć kostkę Rubika” ;o)

czwartek, 05 stycznia 2017
Amarantus ekspandowany

W czasach szkoły podstawowej, liceum i na studiach gdy uczyłam się na klasówkę czy kolokwium, dzień przed sprawdzianem wkładałam notatki wraz z książkami, z których korzystałam przy ich sporządzaniu pod poduszkę, żeby wiedza przeszła przez noc do głowy. Wiadomo, że nauka nie wchodziła przez sen, a dobre oceny zdobywałam dzięki chłonnemu umysłowi i systematyczności, ale nie zaszkodziło spać na stercie kartek i kilku bukwach. Dziś ta praktyka wywołuje u mnie większy uśmiech na twarzy niż wtedy ^_^

Dziś też zdobywanie wiedzy nie przychodzi już tak łatwo. Badania (z pewnością amerykańskich naukowców ;-P ) dowodzą, że wraz z wiekiem tracimy umiejętność szybkiego przyswajania nowych informacji. Pewnie jest to jeden z powodów, dla którego tak bardzo ociągam się z zapisaniem się na kurs jakiegokolwiek dodatkowego języka obcego.

Ale nie dalej jak przedwczoraj wywiązała się w pracy rozmowa na temat języka migowego i w mojej głowie zakwitł pomysł: a może by tak nauczyć się migania? Nie jest to do końca język obcy, nie wymagałby ode mnie znajomości deklinacji i koniugacji, jego specyfika sprawia, że budowanie zdań rządzi się zupełnie innymi prawami niż gramatyka języków mówionych. Sprawdzałam już dostępność kursów we Wrocławiu. Ale najpierw spróbuję samodzielnej nauki online. Czyżby aktualizacji wymagała moja lista postanowień? ;>

Z tych, które już są, najlepiej ma się wegetarianizm. Minął piąty dzień bez mięsa, a ja poznałam smak pasztetu z pomidorów i cieciorki oraz amarantusa ekspandowanego. Na razie większość potraw doprawiam czymś wyrazistym (musztardą francuską, ajwarem czy słodkim sosem chilli). Ale pożyczyłam książkę „Zielono & Zdrowo” i liczę na przepisy dań zniewalających podniebienie! ^_^

niedziela, 01 stycznia 2017
Noworoczna niedziela

Mój rok 2016 był naprawdę dobry :o) Na pewno ze względu na udany zabieg mojej mamy i jej niemierzalne szczęście oraz ślub z miłością swojego życia M. (ich zakup mieszkania i adoptowanie dwóch przesłodkich piesków również ;o) ). Osobiście, dla mnie, przyniósł spełnienie kilku marzeń (zobaczenie meczu w Teatrze Marzeń, wyjazd na Maltę), mnóstwo pięknych prezentów (nie zliczę, nie wypiszę nawet połowy ;o) ) i ciekawych zdarzeń (oglądanie Perseidów na cmentarzu), dużo dobrych uczynków (lista charytatywnych postanowień) i satysfakcji (podziękowania i komplementy za bycie wspaniałą świadkową ;p ), trochę wyjazdów na Bułgarską, kilka nowych wydarzeń (jak choćby uczestnictwo w Baby Shower, kameralny kulig ciągniony małym quadem czy niemiecki jarmark bożonarodzeniowy).

Jeśli Lech awansuje do finału Pucharu Polski w tym roku już na pewno pojadę na Stadion Narodowy. Do celów do zrealizowania w 2017 dorzucam również obejrzenie jakiegoś meczu w bursztynowym gnieździe w Gdańsku. Pozostałe postanowienia poniżej:

- przejechać się Dartem i Flirtem

- przeczytać co najmniej tyle książek, ile udało się w 2016 (a było ich chyba osiem); na liście na pewno znajdą się druga część Shantaramu, czyli „Cień góry” oraz ‘The History of Love’ przywieziona z Mansfield; być może dorzucę resztę Trylogii („Potop” oraz „Pana Wołodyjowskiego”) oraz „Czarodziejską górę”, które zostały mi z Reading Challenge z 2016 roku, klasyk literatury polskiej, czyli „Quo Vadis” oraz trzy pozycje podrzucone przez znajomych: „Paragraf 22”, „Żyć w rodzinie i przetrwać” oraz „Pantaleon i wizytantki” Mario Vargasa Llosa

- pisać co najmniej jedną notkę na bloga w miesiącu

- zrobić co najmniej 6 charytatywnych uczynków/akcji na miarę zeszłego roku (odpada zarejestrowanie się jako potencjalny dawca szpiku, ale 1% podatku – mam już nawet wybrany cel :-D, oddanie krwi, WOŚP czy zbiórka odzieży jak najbardziej wchodzą w grę)

- boję się wpisać wyjazd do Lizbony lub dłuższe niż 3-5 dni zagraniczne wakacje i opaleniznę (ze względu na koszty), tym bardziej że doszłam ostatnio do wniosku, że tak naprawdę to potrzebuję wziąć urlop z prawdziwego zdarzenia (dwa tygodnie) i nie szukać miejsc wartych zobaczenia, których zwiedzanie porządkuje każdy dzień pobytu na wakacjach; na listę postanowień noworocznych wrzucam zatem cel: wyjechać gdzieś, gdzie z dala od ludzi da się poczytać w spokoju książkę, opalić się tylko przy okazji ;-), móc zjeść śniadanie w południe, zaliczyć niejeden piękny zachód słońca i jakieś kino pod chmurką; myślę, że do wakacji coś obmyślę ;-)

- jeśli natomiast chodzi o podróże, w tym roku zobaczę jakąś atrakcję Dolnego Śląska – jest ich tyle! :o)

- jednym z ważniejszych postanowień na ten rok jest zaoszczędzenie takiej sumy pieniędzy, która pozwoli mi w razie jakiejś katastrofy (obojętnie: prywatnej czy ogólnopolskiej bądź światowej) lub objawienia (wpadnę na pomysł na biznes lub znajdę misję w życiu, która wymusi na mnie rzucenie pracy) przeżyć przez co najmniej trzy miesiące bez konieczności podejmowania zatrudnienia

- chciałabym wymienić wszystkie plomby amalgamatowe oraz zmienić zdjęcie w dowodzie osobistym

- chciałabym również coś zmienić w sobie (włosy jako pierwsze przychodzą mi do głowy, bo najłatwiej jest coś z nimi zrobić, ale może zmiana zajdzie na poziomie duchowym, who knows? ;o) )

- postanowiłam podjąć wyzwanie przejścia na wegetarianizm, ale w zależności od tego, jak zareagują mój organizm i portfel, nie precyzuję okresu, na jaki podejmuję tę próbę; powiedzmy, że co najmniej miesiąc

- a na koniec, najmocniej i z przytupem – w 2017 chciałabym się zakochać ^_^

19:14, yokochoco
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 grudnia 2016
Recap

Słaba częstotliwość pisania w tym roku. Zastanawiam się, czy to chwilowe, czy wieszczy upadek bloga.

Mam już sporo pomysłów na postanowienia na rok 2017 (i zauważyłam, że konstruowanie listy jest czymś, co mnie pozytywnie nastawia i wywołuje uśmiech na twarzy), stąd bodziec, aby podsumować rok 2016.

Nie towarzyszy mi uczucie pełnej satysfakcji, ale zawsze mogło być gorzej ;o) A zatem:

- pojechać na więcej meczów Lecha Poznań niż w latach poprzednich - DONE!

Jeśli dobrze policzyłam, w zeszłym roku udało mi się dotrzeć na 4 spotkania Kolejorza, a w 2014 nie mogło ich być więcej. Celem 2016 roku było zatem 5 meczów. I udało się! Walentynki i 5:2 z Termaliką, rozpoczęcie sezonu LOTTO Ekstraklasy we Wrocławiu (15 lipca, bezbramkowy remis), wyjazd do Poznania na mecz z Zagłębiem (24 lipca, porażka 0:2), Lech-Piast z końcem sierpnia i wygrana 2:0 oraz spotkanie z Koroną w zeszłą niedzielę i taki sam wynik.

- zgromadzić środki na kolejne prawdziwe wakacje (i się opalić) - 50/50

Tu bym dała pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Niby poleciałam na kilka dni na Maltę, ale hotel pozostawiał wiele do życzenia, a opalenizna okazała się bardziej przypieczeniem fragmentów ciała niż ładną pamiątką z wakacji.

- zdobyć jakiś szczyt - DONE!

Nie chcę liczyć wejścia spacerowym krokiem na Ślężę z mamą, więc za zdobycie szczytu uznaję manicure na wesele koleżanki, gdyż z mojego punktu widzenia było to szczyt ekstrawagancji ;o)

- nauczyć się czegoś nowego - DONE!

Tu mam problem :-/ Staram się uczyć czegoś nowego on everyday basis. Nie notuję, znaczenia jakich słów dowiedziałam się każdego dnia, nie odnotowuję również, jakiej nowej funkcji Excela zaczęłam używać w pracy. Nie zapisałam się na kurs języka obcego, ani tym bardziej kurs fotografii czy zajęcia z krav magi, ale prześledziłam uważniej niż to konieczne podział na ery i okresy geologiczne Ziemi, uznam zatem, iż tabela stratygraficzna odkryta na nowo liczy się jako realizacja tego postanowienia.

- upiekę ciasto z kremem - DONE!

W zeszły weekend M. obchodził okrągłe urodziny i jego małżonka organizowała małą imprezę niespodziankę. Był to dobra okazja, ale i idealny pretekst, aby podjąć się rzuconego wyzwania. Wybór padł na brownie z kremem mascarpone. Ciasto wyszło przesłodkie, ale całkiem smaczne. A zrobienie kremu do posmarowania placka okazało się banalne. Powinnam była postawić poprzeczkę wyżej i zaznaczyć, że ciasto ma być napoleonką albo kremówką, gdzie jest więcej babrania się z masą.

- ograniczyć chipsy do jednego meczu w miesiącu - 50/50

Przy tym postanowieniu też napisałabym pięćdziesiąt na pięćdziesiąt, gdyż niespecjalnie kontrolowałam spożywanie chipsów w każdym miesiącu tego roku. Pierwsza połowa łączyła się z brakiem potrzeby jedzenia chrupek, w drugiej (MŚ2016, start nowego sezonu Premier League, lokator na stancji i więcej wspólnie oglądanych filmów) statystyka mogła trochę spaść ;-P

Z listy postanowień charytatywnych (o czym pisałam ostatnio), zrealizowałam większość. Gdzieś na jesieni dobry duch zaczął spoczywać na laurach. Ale już dziś mogę dać znać, że mam już numer KRS do przekazania przyszłorocznego 1% podatku oraz że te zbiórki odzieży mogą stać się cykliczne :o)

STYCZEŃ: wpłaciłam na WOŚP, grając w internetową gierkę ;-)

LUTY: zarejestrowałam się jako potencjalny dawca szpiku.

MARZEC: rozliczyłam PIT i przekazałam 1% na cele charytatywne.

KWIECIEŃ: zarejestrowałam się na Się Pomaga i wpłaciłam na chorego chłopca.

MAJ: ostatecznie zorganizowałam zbiórkę rzeczy, które zostały przekazane do Psar.

CZERWIEC: wysłałam stare oprawki na cele akcji charytatywnej na rzecz dzieci z Afryki.

LIPIEC: ponownie wpłaciłam na Się Pomaga.

SIERPIEŃ: zorganizowałam zbiórkę przyborów szkolnych; wyprawka ponownie powędrowała do Psar.

I na koniec zostawiłam Reading Challenge. Z 12 pozycji 3 wyrzuciłam już na starcie. Z pozostałych 9 nie zdołałam jednak przeczytać wszystkich. Ale... zapisałam się do Miejskiej Biblioteki Publicznej we Wrocławiu! :o) Przeczytanie „Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna jest zatem nadal do wykonania ;o)

(1) a book you can finish in a day – „Gwiazd naszych wina” (przeczytana w kilka godzin, ale na dwa razy – lot do Liverpoolu & back)

(2) a book you’ve been meaning to read – ‘A short History of England’

(3) a book recommended to you by your local librarian or bookseller

(4) a book chosen for you by your BMF – ‘The Facts Behind the Helsinki Roccamatios’

(5) a book published before you were born – „Ogniem i mieczem”

(6) a book you previously abandoned – ‘Watchmen’

(7) a book you own but have never read – ‘My side’ by David Beckham

(8) a book that intimidates you

(9) a book you've already read at least once – ‘Hunting and Gathering’

Wydaje mi się, że najbardziej poległam na słowie na ten rok. Akceptacja siebie czy zmiana podejścia do ludzi na miały miejsca. Moja osobowość stanęła w miejscu (żeby nie napisać, że zrobiła krok do tyłu…)

wtorek, 15 listopada 2016
Wielkomiejsko

Charytatywne postanowienia z września (krew) i października (datek na hospicjum) nie zostały przeze mnie zrealizowane, a te z listopada (pogadanka na temat dawstwa narządów) i grudnia (Szlachetna Paczka) raczej nie zostaną.

Lista książek, mimo iż została okrojona z 12 do 9, też nie zostanie odhaczona. „Ogniem i  mieczem” (pozycja nr 5) okazała się przestojem nie do przeskoczenia, mimo jesiennego zrywu.

Ciasto z kremem i nauczenie się czegoś nowego – z tym powinnam jeszcze zdążyć. Nie wiem, czy cztery wyjazdy załatwiły sprawę meczów (sprawdzę z kalendarzem z zeszłego roku).

Tak jak zawsze coś przechodzi na następny rok, tak tym razem wydaje mi się, że przerzucam za dużo. Plus jest taki, że może niezrealizowanie postanowień w całości jest spowodowane faktem, iż w 2016 roku cieszyłam się życiem i brakło czasu na inne przyjemności ;o)

„Cieszyłam się życiem” jest w czasie przeszłym i chociaż mamy dopiero 15 listopada, to dorzucam zdanie z ściany na FB: I might have come to that moment in life when I have absolutely no idea what I am doing with it. Nothing makes sense. Taki humor mam od trzech dni.

A jeszcze dwa tygodnie temu zaczęłam niedzielny poranek od pysznego, francuskiego śniadania w jednej z wrocławskich knajp i delektowałam się każdym kęsem bagietki z pomidorkami cherry, czarnymi oliwkami, awokado i kawałkami bekonu w towarzystwie jajek sadzonych (i moich najlepszych przyjaciół, of course!) Ech…

piątek, 30 września 2016
Lokator

W przypadający dziś Dzień Chłopaka nie mogę nadać notce innego tytułu jak powyższy ^_^ Bycie pregirlfriend się przeciąga ;o) Jedną z konsekwencji/możliwości tej relacji był kilkudniowy wypad do Anglii w rejon, w którym jeszcze nie byłam, a mianowicie do Nottinghamshire. Wycieczki śladami Robin Hooda przy naprawdę fajnej pogodzie udały się wybornie :o)

Lech ma nowego trenera i gra jak z nut! A ja dotarłam na kolejny mecz. 28 sierpnia jednak skusiłam się na przyjazd na Stadion Miejski w Poznaniu. To oznacza, że od początku roku widziałam Kolejorza w akcji już cztery razy!

Rio się skończyło. Ruszyła Liga Mistrzów i Liga Europejska. „Ogniem i mieczem” się nie czyta, a z kraju Królowej Elżbiety przywiozłam kolejną pozycję książkową. Chyba wezmę się za to ciasto z kremem ;p

Nie zrealizowałam postanowienia charytatywnego z września. Nie złożyło się, bo urlop nie pokrył się z dobrym stanem zdrowia i innymi okolicznościami przyrody. Może w październiku oddam krew. A jak nie, to chociaż wezmę udział w marszu przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. W poniedziałek jest ogólnopolski strajk i nawet biorę urlop. Manifestantka ze mnie ;p

piątek, 12 sierpnia 2016
Pregirlfriend

Lech XVI, czyli w tym sezonie dno tabeli osiągnęliśmy zaledwie po trzech kolejkach LOTTO Ekstraklasy. Dobrze, że przeszliśmy bez wpadki pierwszą rundę Pucharu Polski. Nie wiem jednak, czy w lidze szybko będzie lepiej. Byłam już na dwóch meczach na żywo i mam szansę za dwa tygodnie być na kolejnym, ale nie wiem też, czy w tej dyspozycji chcę patrzeć na grę podopiecznych (jeszcze) trenera Urbana.

W weekend rusza BPL! Zaciesz! ^_^ United pod wodzą nowego trenera z takimi transferami, jakich nie widziałam, odkąd im kibicuję. Wielkie nazwiska i jeszcze większe pieniądze. Ciekawe, czy będą grać.

Trwają XXXI Letnie Igrzyska Olimpijskie. Nie śledzę Rio jakoś przesadnie, ale dziś ruszają konkurencje lekkoatletyczne, więc zaczną się trochę inne emocje.

Zaniedbałam reading list. I to mocno :-/ A jeśli nie wybiorę się już w żadne góry, to jedynym osiągniętym szczytem w tym roku będzie szczyt ekstrawagancji – zrobiłam sobie manicure hybrydowy na ślub koleżanki. Ja. Niemalująca paznokci u rąk praktycznie w ogóle.

Dziś noc perseidów. Kumulacja deszczu meteorów przypadała podobno na wczoraj. Dlatego też z niejakim T. oraz znanym już wszystkim M. udaliśmy się na cmentarz położony na obrzeżach miasta, aby wśród ciemnych alejek między grobami skryć się od świateł miasta i móc w ciszy i spokoju podziwiać zjawisko spadających gwiazd. Miejscówkę, muszę przyznać, mieliśmy naprawdę rewelacyjną. Gwiazd naliczyliśmy może z kilkanaście, bo niebo momentami było mocno zachmurzone, ale niektóre były takie, że zapierało dech w piersiach. Było warto ^_^

czwartek, 14 lipca 2016
Chodzą za mną gofry ;-)

W lipcu miała być wpłata na schronisko dla zwierząt, ale szef przysłał linka do Się Pomaga i historia Gosi walczącej z rakiem, która wyjechała na kosztowne leczenie do Hiszpanii sprawiła, że 15 zł poszło mamę kilkumiesięcznej córeczki.

EURO, EURO i po mistrzostwach. Turniej we Francji wygrała Portugalia, czyli jak łatwo się domyślić, przegraliśmy z nimi bój o półfinał. Ale po odpadnięciu Polaków nie było fali hejtu i jadu, a wręcz przeciwnie – to była reprezentacja, którą chciało się oglądać, którą wspierał cały naród i z której możemy być dumni (w końcu przegraliśmy tylko z obecnymi Mistrzami Europy ;o) ).

W zeszłą środę rozpoczęły się inne Mistrzostwa Europy – w lekkoatletyce. Do Amsterdamu pojechało 70 polskich reprezentantów i podobnie jak przed dwoma laty w Zurychu, zdobyliśmy aż 12 medali. Te mistrzostwa były jednak historyczne, gdyż Polacy wygrali klasyfikację medalową, wyprzedzając między innymi takie potęgi jak Wielka Brytania czy Rosja. To naprawdę dobry prognostyk przed Rio.

Dzieję się w sporcie, oj dzieje. Nie ze wszystkim nadążam. Trwa Final Six Ligi Światowej w Krakowie, o starcie Ekstraklasy już pisałam. Rozgrywane są mecze w rundach kwalifikacyjnych do LM i LE. Za chwilę Rio i BPL. Czasami żałuję, że nie mam telewizora i dostępu do kanałów sportowych. Wówczas laptop służyłby mi tylko jako źródło dodatkowej transmisji w przypadku nakładających się meczów czy innych wydarzeń sportowych ;o)

Za chwilę też zaczynam krótki urlop. Nie będzie on raczej jakoś mega ciekawy czy spektakularny. Ale może zdołam trochę odpocząć i opalić się w tych Dudkach ;o)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23